malowanko, gierki, depresja, brzydkie figurki

talisman

Talisman – Żniwiarz

Heloł!

Dzisiaj mamy na tapecie Żniwiarza z dodatku, niespodzianka, zatytułowanego tak samo. Jeśli chodzi o wykonanie, to jest to już nieco lepsza robota niż te żałosne wysrywy z podstawki, ale nadal: figurki z „Talismana” nie są jakoś porażająco szczegółowe czy bez nadlewek.

Dygresja polonistyczna: a wiecie, to określenie „mieć coś na tapecie” to nie dotyczy wcale tapety, tylko tzw. tapetu, czyli stołu, przy którym się obradowało. Tapet, ten stół właśnie, zachował się chyba już tylko w tym powiedzonku. To trochę jak „wyskoczył jak filip z konopi”, gdzie nie chodzi wcale o żadnego Filipa, tylko – jak widać pisany jest małą literką – po prostu zająca. Albo taki marek, że człowiek się np. „błąka jak marek po piekle” – tu też zabrakło wielkiej litery i to dlatego, że nie chodzi o żadnego faceta o imieniu Marek, który lubi zwiedzać otchłanie piekielne, tylko po prostu o marka – takiego ducha. Tak jak jest „mara”, czyli zjawa kobieca, tak „marek” to ta sama istota, ale mężczyzna. Ot, i cała zabawa.

Żniwiarz był dla mnie figurką o tyle ciekawą do malowania, że on teoretycznie jest strasznie prosty, no bo co – wystarczy w zasadzie na leniucha jebnąć podkład Chaos Black i w zasadzie prawie że po robocie. Podobnie miałem zresztą (wrzucę tu niedługo) z malowaniem Raven Guard z WH40K.

Okazuje się jednak, że właśnie to czarne figurki są jednymi z trudniejszych, bo musi się jakoś wyciągnąć te hajlajty, załamania szaty czy zbroi i tak dalej, a nie jest to proste, bo przecież mamy głównie czarny/ciemny kolor. Chyba trudniej jest malować tylko coś, co w założeniu ma być białe.

No tu wyszło jak wyszło, robiłem ją jakiś czas temu, wiec też szału nie ma, ale obiecałem sobie, że już nie będę więcej zmywał farb, tylko niech to zostanie, jakie jest, bo inaczej to by człowiek po pierwsze ocipiał, po drugie: musi być widać, że przemierzamy jakąś drogę w tym naszym malowanku, niezależnie od idei, które nami kierują.

No dobrze, poniżej macie tego nieszczęsnego żniwiarza. Uważam, że wyszedł nie tak najgorzej, wziąwszy pod uwagę moje mikre zdolności w tym temacie i jeszcze nie tak duże doświadczenie w wymyślaniu, jak światło niby pada na jakiś obiekt.

A teraz jak go zrobiłem. Tym razem zmienię nieco sposób pisania i zamiast wychodzić od farbek, wyjdę od tego, co malowałem czym. Może tak będzie bardziej zrozumiale.

Na początek oczywiście primer – Chaos Black

Szata – po primerze pociągnąłem jedną-dwie cienkie warstwy Vallejo Black. Następnie powoli zaczynałem hajlajtować szatę tam, gdzie jest „najwyżej”, i tak naprawdę sprowadzało się to do kładzenia kilku w miarę cienkich warstw Vallejo Black rozjaśnianego stopniowo Vallejo Rotten White.

Drzewce kosy – najpierw kilka cienkich warstw Leather Brown, potem Agrax Earthshade.

Ostrze kosy – tu prosta sprawa, Vallejo Gunmetal, potem Nuln Oil i w zasadzie po robocie.

Czacha – najpierw jasnoszarym miksem z Vallejo Black i Vallejo Rotten White, potem w oczodoły i szczękę mikroilość Nuln Oil, a następnie rozjaśnianie hajlajtów za pomocą jaśniejszego niż podstawowy miks koloru.

I to wszystko, do następnego!

Socjalki:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.