malowanko, gierki, depresja, brzydkie figurki

Gamebooki

„Wojownik autostrady cz. 2” – unboxing kolekcjonerki

No, to minęło parę miesięcy i mamy wreszcie w łapkach drugi tom kultowej gry paragrafowej, czyli „Wojownik autostrady” Joe Devera. Tym razem chodzi oczywiście o – groza! – „Przejście przez Góry Masakry”. Jako że nie mam co czasem robić z forsą, kupiłem sobie kolekcjonerkę, więc mogę wam powiedzieć czy warto było (szaleć tak całe etc., jezu, mam triggera, przepraszam)(wcale nie).

Przede wszystkim podoba mi się to, że mają tam DTP-owca i/lub grafika, którzy ciągle idą tą samą drogą – drugi tom jest bowiem zwarty wydawniczo zarówno w obrębie samej książki, jak i dodatków oraz pudełeczka, które może teraz leżeć sobie razem z tym pierwszym na półce. Kto zresztą jeszcze się nad pierwszym zastanawia i chciałby zobaczyć, to tu jest mój unboxing tomu pierwszego. Cóż jednak mamy w środku?

Wszystko, jak widać, jest ładnie poukładane – mamy oczywiście książkę, o której opowiem nieco na końcu, a także nieco szpeju.

Na pierwszy rzut oka idzie całkiem zgrabna teczka z przedrukami ilustracji w postaci ładnych dużych kart – jest ona zgodna z poprzednią, więc po prostu rośnie nam albumik ilustracji z książki, tyle że w dużej, kolekcjonerskiej wersji. Zabrakło tym razem kart postaci – a szkoda, choć domyślam się, że tu myślenie było na zasadzie „a, daliśmy w pierwszym tomie, to powinny im wystarczyć”.

Dalej mamy kolejną mapkę materiałową (coś jak nylonowa trochę?), tym razem zachodniego Teksasu. Można ją sobie położyć obok pierwszej – warto przy okazji dodać, że poza tą wielkoformatową materiałową mapą z tyłu książki znajdziemy też wersję papierową. W efekcie więc w ramach kolekcjonerki mamy po prostu dwie mapki.

Dalej naklejka – tym razem nie aż tak jebutna jak w przypadku pierwszego tomu (ta ze znakiem, odsyłam do pierwszego unboxingu), ale nadal dość solidna – można sobie walnąć na laptopa. Podoba mi się ona zresztą bardziej niż pierwszotomowa, bo po prostu jest to jakaś ilustracja, a nie tylko znaczek z Teksasu.

Idziemy zatem w stronę szpeju – tu mamy nabój 9 mm na breloku, który dołącza do naboju z pierwszej części, który miał z kolei 7,62 mm. Przyznaję, że trochę mi ten nabój robi, bo po prostu sprezentuję go mojej nieŻonie ;), tak jak ten z pierwszego tomu i będzie tak jeździła samochodem z kluczykami z poprzypinanymi nabojami. Samo dobro. 😉

W odróżnieniu od koszulki, której zabrakło, mamy tutaj piersiówkę z logiem Wojownika autostrady. W sumie fajny dil, bo można sobie tam, ekhm, mleko albo soczek wlać, jest to normalna, funkcjonalna piersiówka, chociaż nie mamy oczywiście do czynienia z jakąś nie wiadomo jaką półką piersiówek – raczej jest to poziom gadżetów, ale nadal nieco praktycznych.

No i na końcu wreszcie: sama książka. Poniżej wrzucę wam kilka obrazków ze środka, natomiast teraz jeszcze napiszę, że bardzo podoba mi się wydanie – jest solidna twarda oprawa, świetny dizajn i oprawa graficzna okładki, zgodna z pierwszą częścią, powiedziałbym że nawet nieco lepsza ilustracja okładkowa, słowem: czepić się do tego nie sposób. A poniżej to, jak wygląda książka w środku.

Na koniec oczywiście refleksja – czy dobrze wydać no jednak już bliżej dwóch stówek (kolekcjonerka jest droższa, kosztuje 179,90) na książkę i parę bibelotów. Aha, dodam, że kupno samego drugiego tomu to wydatek 49,90. Czyli de facto za bonusy płacimy stówkę z groszami. No cóż, to już kwestia tego czy lubicie zbierać szpej z logami gierek, książek i tak dalej. Trochę walczę ze sobą, bo z jednej strony nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest nieco biedniej (czy ta piersiówka tak zarżnęła inne dodatki?), bo no mamy naklejkę, mapkę, breloczek, piersiówę i wypierdalać, i to w dość dużej cenie. Z drugiej strony jednak odczuwam taką wewnętrzną potrzebę wspierania inicjatyw robienia wersji kolekcjonerskich gier paragrafowych – de facto i tak to mniej kosztuje niż dowolna kolekcjonerka gry wideo, czy, ba, nawet i sama gra wideo.

Musicie sami rozsądzić tak naprawdę. Jeśli macie trochę więcej forsy na wydanie i chcecie mieć całkiem fajne dodatki, to warto. Jeśli jednak was nieco przyciska, to lepiej kupcie sam drugi tom, a z kolekcjonerkami poczekajcie na lepszy finansowo czas. Nie ma tu już tego efektu „wow”, który towarzyszył mi przy pierwszej części, więc też rosną wymagania, urosła cena zestawu, a polskie wypłaty ciągle te same (i pyk, w jednym zdaniu wytłumaczyłem, jak działa inflacja ;)).

Do miłego!

Socjalki:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.