malowanko, gierki, depresja, brzydkie figurki

Warhammer 40K

Warhammer 40K – Immolator

No, wreszcie zebrałem tyłek i postanowiłem wrzucić coś większego, i to literalnie, bo niedawno udało mi się – wreszcie – skończyć pana czołga, czyli Immolatora Sióstr Bitwy. Nie wiem czy jest się czym chwalić, ale moim zdaniem jak na amatora, wyszło całkiem nieźle. Nauczyłem się przy okazji trochę trzymania sprawnie ręki do krawędzingu, zrozumiałem, że jezus maria malowanie czołgu pędzelkiem zamiast aero to koszmar oraz nadal nie potrafiłem malować ryjków (teraz troszkę lepiej mi idzie, bo mam okularki od niezastąpionego Tadka Z. ;)).

Ale po kolei. Immolatora postanowiłem malować niejako po kawałku, czołg po złożeniu jest bowiem dość skomplikowany i pełen różnych zakamarków, więc bez sensu byłoby klejenie całego modelu, a potem męczenie się z próbami dostania się w jakieś ciasne miejsca.

Dlatego też priming Chaos Blackiem zrobiłem tak samo na raty.

Jak widać, osobno więc mamy cały korpus, osobno siedzisko dla Siostry, miotacze dymu, a także oparcie do siedzonka, broń i same wieżyczki na broń (ta jest wymienialna, ja postanowiłem zrobić mu heavy flamery).

Co potem? Przede wszystkim postanowiłem na początek zrobić coś, co nazywam kapliczką – święta figurka, obrusik i świeczki. Małe to jak cholera i bawiłem się szczerze mówiąc z tym chyba ze cztery godziny – zeszła mi w każdym razie na tym gówienku jedna cała sesja.

Jak widać, po primingu trzeba było zrobić coś kontrproduktywnego, czyli pomalować wszystko na biało albo białawo (zależy czy ktoś upiera się na Celestra grey czy robi białym). Potem pociągnąłem figurę cieniutką warstwą Screaming Skull, a następnie – za radą Zygmunta – cieniowanie było Agrax Earthshade rozcieńczone (tak) odrobiną Vallejo Glaze Medium.

Następne w kolejce były świeczki. Uwielbiam ogień, like, totalnie uwielbiam malować na figurkach ogień, to fascynujące zajęcie, które daje mi chyba najwięcej radości z samego malowanka. Tutaj było to hardkorowe, bo jak widać – w porównaniu do pomazanego farbkami palca 😉 – jest to stosunkowo mały kawałek czołgu. Świeczki pociągnąłem Ushabti Bone, potem cieniowane kilkoma warstewkami Agraxa, żeby wyglądały, jak starawe świece. Ogień z kolei to dla mnie już rutyna – najpierw kładziemy żółty, tu Moon Yellow (Vallejo), potem pomarańczowy (mieszanie Khorne Red z Moon Yellow), a na końcu czerwony – Khorne Red. Później, przy innych elementach ognia, miałem już nowe farbki, ale tu jeszcze bawiłem się w mieszanie. Gdy cały ogień był gotowy, pociągnąłem go leciutko jedną warstwą washa Carroburg Crimson. Na koniec zostało delikatne rozjaśnienie dołu ognia świeczek, a potem czarna kropeczka, która miała być knotem.

Resztę kapliczki zrobiłem łatwo – najpierw Khorne Red, potem Carroburg Crimson, znowu Khorne Red, krawędzie na czarno i prosty krawędzing Celestrą Grey. To takie złote na górze zrobione było Retributor Armor, potem wash szybciutko raz Agrax, potem rozjaśnianie na końcówkach Retributorem.

To samo z siostrzyczką – choć czołg był robiony defaultowo, czyli na czarno, to siostra jest już z Zakonu Zranionego Serca (Order of the Wounded Heart), pojebanych zakonnic, które obdzierają sobie skórę na prawej ręce, żeby za każdym naciśnięciem spustu strzelając do heretyków przeżywać cierpienie Św. Lucii. Urocze. 😉 Jak widać tu wszystko jest na czarno, krawędzing Celestrą, do tego siostra na czerwono, zrobiłem ją nie białą (to nie musi być na biało na włosach…), a blondynę, zaś części zewnętrzne wieżyczek to Leadbelcher + Nuln Oil, a Fleur-de-lys zrobione Warplock Bronze i lekko Nuln Oil.

Potem trzeba było się wreszcie zabrać za sam korpus. Figury w środku podobnie jak figura świętej, tylko że mocniej pociągnięte Agraxem (+Glaze Medium), potem podkreślone na powrót Screaming Skull. Złote elementy to Retributor Armor + odrobina Agraxa na cieniowanie, tak samo maleńkie Fleur-de-Lys, okucia z kolei to Leadbelcher + Nuln Oil. Same trzymadła do pochodni to Warplock Bronze i Nuln Oil. Czacha na środku to Retributor, wielkie Fleur-de-Lys jest na biało. Ogień tym razem zrobiłem nieco inaczej, bo miałem farbki, więc postanowiłem potestować – najpierw Yriel Yellow, potem idąc w górę – pomarańczowy to Trollslayer Orange, a na koniec Khorne Red. W etapie pomarańczowym pokryłem to washem Casandora Yellow, potem znowu wyodrębniłem nieco żółte i pomarańczowe elementy. Po położeniu szczytowych płomieni Khorne Red, lekko washowane Carroburg Crimson, potem krawędzie ognia lekko rozjaśnione. Ot, i tyle, wyszło nieco jaśniej, ale i tak spoko.

No i potem już sztukateria i robienie reszty.

I oprócz tego najgorsze – witraż. O jezu, ile z tym było zabawy, ale nawet nie w sensie trudności, a czasochłonności. Zygmunt stwierdził, że mógłbym robić to contrastami, ale nie miałem takowych, więc robota z witrażem to glejzy i washe. Wyłącznie…

Poza uciapanymi farbkami i fajkami paluchami 😉 widać tu rozpoczęcie pracy nad witrażem. Jest on różnokolorowy, nie można tego plastiku pokryć primerem, więc po prostu kładłem cienkie warstwy washów – Casandora Yellow, Carroburg Crimson, Coelia Greenshade, Druchii Violet, Agrax Earthshade, Nuln Oil – z racji na różne kolorki. Potem niektóre kolory rozjaśniałem np. Turquoise (Vallejo) z Glaze Medium, żeby było nieco jaśniej. Trwało to i trwało…

W tle możecie też zobaczyć tego tam, cherubinka… 😉 Którego zrobiłem jak przykazano, czyli Rakarth Flesh, potem Reikland Fleshshade, potem odrobinę tu i tam Cadian Fleshtone, potem lekkie rozjaśnianie. Trąba oczywiście Retributorem plus Nuln Oil. Skrzydła to Celestra Gray. No, ale wracając do wirtażu – trzeba kłaść cieniutkie warstwy naprawdę rozcieńczonej farby albo washa, bo inaczej nam się zaklei całkiem, a to ma być co nieco transparentne.

A tu już trochę pokończony, bo krawędzie pociągnięte Leadbelcherem, iglice to z kolei Retributor.

Jak widać, pozostało więc złożenie. Tak to się mniej więcej prezentuje.

I gotowy, voila. Zeszło z tym masa czasu, ale w sumie jestem zadowolony.

Socjalki:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.