malowanko, gierki, depresja, brzydkie figurki

Osobiste

Dzienniki Podróży #1

No cóż, żeby nie było, że tylko wrzucam tu jakieś archiwalne zdjęcia chujowych hipków, to postanowiłem od czasu do czasu – w ramach słowa na niedzielę – popisać. Stąd moje dzienniki podróży, odwołujące się do pięknej tradycji XVIII i XIX wieku, tyle że pisane z domu i raczej podróży i emigracji wewnętrznych. 😉

Jak mi się nie odechce, to co tydzień będę coś pisał na temat rzeczy, które właśnie przeczytałem, obejrzałem czy pomalowałem, czy cokolwiek tam mi się innego w głowie urodziło.

Życie bowiem w czasie pandemii jest z jednej strony strasznie leniwe, z drugiej – koszmarnie intensywne, ale nie że dzieje się wiele, tylko że jakby zapierdolu codziennego jest trzy razy tyle. Kto myślał, że na izolacji i pracy zdalnej człowiek sobie bimba i robi, co chce, ten w wielkim był błędzie.

Czas wolny, o ile w ogóle taki mam, spędzam (spędzać, jak rzucił kiedyś w artykule znajomy mi profesor, można też płody) na pykaniu wieczorami w Fallout 76 – raz, że kończy się powoli obecny sezon nagród, a dwa, że po prostu mam z kim, bo mimo że #foreveralone, to znalazłem sobie znajomych, z którymi robimy dzienne operacje, czekamy, aż wydobywarki ogarną stal i amelinum czy po prostu gadamy sobie parę godzin o różnych sprawach. Fajowo.

Zbieram się też do tego, żeby poogarniać wszystkie porozgrzebywane gierki – zacząłem, w ramach spisywania historii arpg/h&s kilka gier, które musiałem sobie przypomnieć, no a potem brak czasu i tak leżą teraz na kupce nawet nie wstydu, a nieogarnięcia gierkowego. Do tego ostatnio wyszła Assassin’s Creed: Valhalla, więc pykam też czasami moją wikinżką (hyhyhy), palę i grabię kościółki angielskie i łowię ryby. Jest dobrze, life’s good (i nagle przypomniała mi się osoba z przeszłości, ach dziwaczne zakamarki myślostrad wspomnień).

Pracuję też powolutku, ale w miarę systematycznie nad swoją paragrafówką – w końcu ten świat, co go wymyśliłem, bagatela, ponad dekadę temu, nie może tak po prostu się zmarnować. Na razie samego pisania jest niewiele, bo większość czasu zajmuje mi robienie storyboarda, ścieżek między paragrafami i ogólnego pomysłu oraz całej mechaniki gry. Co jest w sumie zabawne, bo fabularnie to ma być „drużyna najemników idzie na misję ratunkową”, ale jak się okazuje, nawet tak proste pomysły wymagają ogromnego zaangażowania. Wymyśliłem za to, w duchu głównego designera Dark Souls ;), żeby lore wrzucać też w np. opisy wybieranych na kartę postaci umiejętności, żeby to jakoś podawać różnymi kanałami, a nie tylko w ramach info dumpa, który niestety jest nieodzowny (bo nie mogę wrzucić czytelnika w takie in medias res), ale na szczęście tylko w ramach prologu. Potem już powinno pójść z płatka – to jest swoją drogą fascynujący proces uszczegółowienia, bo jak np. postać ma umiejętność strzelectwa, to dostaje na starcie pewien karabin i tak totalnie z dupy wymyśliłem mu literki skrótowe, które potem rozwinąłem do nazwisk twórców tego karabinu, a wreszcie: do całej historii, jak oni tę broń robili i skąd się to wszystko wzięło.

Fajne, brakowało mi takiego kreatywnego procesu, bo na co dzień to jednak zajmuję się tylko tłuczeniem niusów albo redagowaniem tekstów. No, na razie tyle. Dopiero się rozgrzewam z tym luźnym pisaniem, więc za dużo nie chcę mendzić. 😉

Socjalki:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.